czwartek, 22 czerwca 2017

film na ekranie: dwunastu gniewnych ludzi [recenzja]


Anita
We współczesnych czasach kino opiera się głównie na produkcjach amerykańskich, nagłych zwrotach akcji, zawiłych romansach, nadnaturalnych zjawiskach, czy przerażających do szpiku kości horrorach. Młodzieży, bardzo rzadko chce się sięgnąć po starsze, „zakurzone” produkcje. Nic dziwnego, gdy naokoło jesteśmy bombardowani adaptacjami pełnymi znanych aktorów, jak Tom Cruise, Brad Pitt, czy Leonardo DiCaprio.

Dzisiaj jednak chciałabym nieco przybliżyć fabułę starszej kinematografii. Mam na myśli film reżyserii Sidney Lumet, pt.: „Dwunastu gniewnych ludzi”. Czas akcji rozgrywa się w latach pięćdziesiątych, a jej miejscem jest jeden klaustrofobiczny pokój , w którym znajduje się dwunastu przedstawicieli ławy przysięgłych. Sprawa jest prosta … mają zadecydować o winie lub uniewinnieniu. Pod lupę brana jest kwestia młodego chłopca, oskarżonego o zabójstwo ojca. Warto podkreślić... jeśli chłopak zostanie skazany, trafi na krzesło elektryczne.

Grupa mężczyzn rozpoczyna obrady. Wszyscy są przekonani, że wyrok będzie jednomyślny, a spotkanie szybko dobiegnie końca. Nic bardziej mylnego, podczas głosowania z ust jednego zaprzysiężonego, o numerze osiem (Henry Fonda) padają słowa ; „not guilty” . Te kilka sekund diametralnie zmieniają przebieg sprawy. Machina rusza, rozpoczyna się wymiana zdań.

Mężczyznom towarzyszy niekomfortowa duchota, a na domiar złego, rozpoczyna się burza. Każdy z obecnych, jest całkowicie inny. Ma odmienne zdanie, charakter, wartości, postawę. Wśród nich można znaleźć zarówno ludzi bezdusznych, nie interesujących się losem chłopca, jak i uczciwych prawników. Przez cały czas filmu dwunastu, przeróżnych osobników toczy dyskusję. Minuta po minucie, robią się coraz bardziej nerwowi, hałaśliwi, a nawet dochodzi do rękoczynów. Jaki będzie finał?


Za datę premiery powyższego filmu, uważa się rok 1959 (w Polsce). Uważam, że film jest ponadczasowy, aktualny w dzisiejszych czasach, Półtorej godziny poświęcone jest tylko i wyłącznie jednej sprawie, bez zmiany pomieszczenia, nagłych zwrotów akcji.  Nakręcony jest w czarno-białej gamie kolorów, przez co wydaje się być jeszcze starszym. W tle zaś leci muzyka typowa dla wieku XX, nieco archaiczna.


Reasumując, owa adaptacja ukazuje pejoratywne  chwile pracy przysięgłych, stres związany z zawodem, a także snuje za sobą pewną refleksję. Ile spraw zostało rozwiązanych zgodnie z sumieniem głosującego, ile osób zostało niesłusznie oskarżonych, lub uniewinnionych?

6 komentarzy:

  1. Ten film to już dla mnie klasyka, coś czego nie można nie kojarzyć. Specyfika i klimat filmu są niesamowite. Jak widać nie potrzebne są wspaniałe, nowoczesne technologie i efekty, by powstał naprawdę dobry film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Trafiłam na niego totalnie przypadkowo, ale widać było warto.

      Usuń
  2. Na ogół nie przepadam za takimi starszymi filmami, aczkolwiek uwielbiam wątki prawnicze, dlatego myślę, że obejrzę "Dwunastu krewnych", bo to tej pory nie miałam okazji tego zrobić. A coś mi się wydaje, że może mi się spodobać.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nową recenzję,
    www.bookmoorning.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam! Daj znać jak obejrzysz! <3

      Usuń
  3. Słyszałam już o tym filmie i może kiedyś obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń

created by STRONG-POWER.PL Wszelkie prawa zastrzeżone.
Powróć do góry